:)

:)

wtorek, 6 listopada 2018

Sąsiedzi...

Wiecie, że raczej się nie rozpisuję, nie opisuję domowych sytuacji... ale teraz aż mną trzepie i normalnie muszę. Otóż mieszkam w domu dwurodzinnym - my na dole, a na górze od roku mam sąsiadów. Przed chwilą siedzimy z mężem w pokoju, kazdy przy swoim laptopku i słyszymy kap, kap, kap... Sąsiadom znowu udało się nas zalać, w ciągu tego roku piaty raz. Co z tego, że po poprzednich zalaniach odmalowaliśmy kuchnię, co z tego, że po zalaniu łazienki odmalowaliśmy ją i za tydzień znowy było zalane... I są to ludzie, którzy pozornie są na poziomie,a przy bliższym poznaniu masakra... Wszędzie bałagan na podwórku, na korytarzu, na strychu...I najlepsze, że chyba nic sobie z tego nie robią...

6 komentarzy:

Zacisze Lenki pisze...

Współczuję Gosiu tych nerwów i remontów, a przede wszystkim takich sąsiadów.

BEATA- BECIA pisze...

Nie chciałabym mieszkać z kimś ! Absolutnie ! Mieszkaliśmy przez 7 lat z teściami i to była masakra !
Niestety sąsiedzi są różni i nie mamy wpływu na kogo trafimy , prawda ?
Ja mam bardzo serdecznych i pomocnych sąsiadów , szczególnie jedno małżeństwo , ale to może dlatego ,że sąsiad choruje na serce , więc wie jak to jest i bardzo pomaga !

bozenawdaniec. pisze...

Mną to by chyba tak telepnęło, że wylądowałabym na całodobówce, więc chyba masz mocniejsze nerwy. To nie jest normalne by tak bezkarnie móc zalewać sąsiadów. Na pewno coś da się z tym zrobić. Oni mogą być " na poziomie " , tylko pytanie gdzie kończy się ten poziom, chyba na wysokości podłogi. Nie mówię, by od razu lecieć na policję, ale gdy po raz kolejny są straty i po raz kolejny nic sobie z tego nie robią, to chyba czas podjąć bardziej radykalne kroki. Najpierw uprzedzić, a później być konsekwentnym.
Cierpliwości życzę i pozdrawiam.

Krysia pisze...

Gosiu! Są różni sąsiedzi , Ty trafiłaś na tych gorszych, Współczuje Ci bo wiem jak to jest, Musisz po prostu z nimi poważnie porozmawiać - Pozdrawiam Serdecznie

Jagna pisze...

współczuję, ale doskonale rozumiem waszą frustrację... ja od prawie 30 lat mieszkam w tym samym mieszkaniu... najpierw z rodzicami... teraz zmężem i dziećmi... Mieszkamy w bloku, na 11 piętrze... i do pewnego czasu było wszystko w porządku... a od dwóch lat jakby naszym sąsiadkom odbiło... nagle zaczęły się jakieś anonimowe donosy do spółdzielni, które niestety nie mają żadnego pokrycia w rzeczywostości... i coraz trudnioej z nimi wytrzymać... dlatego już nie mogę się doczekać przeprowadzki na wieś :)

Ania S pisze...

Jak to mówią: są ludzie i taborety. Coś tak czuję, że Twoi Sąsiedzi należą do tej drugiej kategorii.